Jak dobrze inwestować w trendy - poradnik plus moja stylizacja

11/18/2017

Jak dobrze inwestować w trendy - poradnik plus moja stylizacja



Co sezon projektanci lansują tzw. nowe trendy, które z prędkością światła pojawiają się w popularnych sieciówkach, a kampanie reklamowe namawiają nas do ich zakupu. Ale czy nabycie rzeczy w najnowszych trendach naprawdę pozwoli nam stać się osobami stylowymi? Myślę, że najczęściej bywa zupełnie odwrotnie. Osoby przesadnie goniące za trendami postrzegamy raczej jako ofiary mody, nie mówiąc już o tym, że przeciętni, niespecjalnie zajęci tematem mody przechodnie oceniają takie przestylizowane osoby niespecjalnie dobrze. 

Z drugiej strony, jak już kiedyś pisałam, styl nie istnieje bez mody, a co za tym idzie również bez trendów (TUTAJ). Jak więc złapać równowagę w tym wszystkim i mądrze inwestować w sezonowe nowinki? Oto kilka moich porad:


NIE MA JAK UMIAR


Wg piramidy prawidłowego ubierania się trendy powinny stanowić w naszej szafie zaledwie 10%, co oznacza, że absolutnie nie możemy rzucać się na każdą modową nowinkę. 

Stylowego wyglądu nie zbudujemy na sezonowych trendach, które zwykle tak samo szybko odchodzą w zapomnienie, jak się pojawiły. Dlatego ważne jest, żeby zadbać najpierw o klasyczne, czyli trendoodporne rzeczy i podstawy, bez których nie da się zbudować spójnej garderoby, a dopiero potem dorzucić coś topowego, co ją wzbogaci/odświeży/wyróżni.

Kiedyś słyszałam bardzo mądrą radę - wystarczy jedna nowa rzecz w sezonie, by inni uznali cię za osobę modną. Tak też jest z trendami; do prostych, klasycznych zestawów wystarczy dorzucić jakiś topowy szczegół (np. brelok-pompon przy torebce albo choker na szyi), który pokaże, że jesteśmy na czasie. 

Ubieranie się w stylizacje jak prosto z magazynu "Vogue" uważam za mało stylowe. Nikt, a przede wszystkim ty, nie chcesz wyglądać jak ofiara mody.
Monika Jurczyk, Bądź boska. Osobista stylistka radzi




NIE LICZY SIĘ ROZMIAR. LICZY SIĘ PUCHATOŚĆ


Z czasów studenckich pamiętam czasopismo "Hot", gdzie co miesiąc pokazywano, co jest modne (hot), a co już niemodne (not). W jednym miesiącu absolutnym hitem była koszula z żabotem, a w następnym wychodziła już z mody. Jednym słowem kwintesencja fast fashion - kupujesz, wyrzucasz i znów kupujesz, wyrzucasz i tak bez końca...

Jeśli nie chcesz cosezonowej rotacji w szafie i bezsensownego topienia pieniędzy w przejściowych modach, kupuj raczej drobne dodatki niż całe ubrania. Przykładowo - lepiej jest kupić prosty płaszcz, który posłuży kilka lat, niż super modny płaszcz tylko na jeden sezon. Zamiast tak dużej inwestycji, lepiej nabyć jakiś stosunkowo niedrogi, modny i odświeżający garderobę drobiazg, np. modną obecnie broszkę, którą można dopiąć do wielu płaszczy czy swetrów.





NIE WSZYSTKO ZŁOTO CO SIĘ ŚWIECI


Od kilku sezonów dotyka nas prawdziwy zalew trendów. Czegoś podobnego nie było jeszcze w żadnej dekadzie. Zawsze był jakiś trend dominujący, co ograniczało wybór i dopasowanie do sylwetki, ale też ułatwiało decyzję. Obecnie, z jednakowym nasileniem bombarduje nas wiele skrajnie różnych, nierzadko sprzecznych ze sobą trendów. Jedne z nich są bardziej, inne mniej przejściowe. Np. moda na przedłużony tył koszul, t-shirtów czy swetrów trwa już dość długo i nadal ma się dobrze, ale już np. moda na półprzeźroczyste obcasy-słupki botków może skończyć się tak samo szybko, jak się zaczęła. 

Przy kupnie trendowych rzeczy powinniśmy kierować się rozsądkiem (nie kupię botków z półprzeźroczystym obcasem w drogim sklepie, bo zapłacę sporo, a w przyszłym roku mogą już być niemodne) oraz przewidywalnością (podoba mi się koszula z przedłużonym tyłem, jest już na tyle długo w trendach, że przypuszczalnie w przyszłym roku też będzie modna).




Kto czytał "Wiek niewinności" Edith Whorton, ten wie, że amerykańskie damy końca XIX i początku XX wieku były zawsze krok za najnowszymi, paryskimi trendami. Usilne podążanie za modowymi nowinkami uważano wówczas za przejaw złego smaku. Prawdziwa dama nigdy nie powinna pokazywać, że jej przesadnie na czymś zależy. 

Tę zasadę można również przełożyć na nasze czasy i warunki:

Bycie za bardzo trendy jest podejrzane, oznacza, że jesteś ofiarą mody i - o zgrozo! - że chcesz się wyróżnić.
Garance Dore, Love, style, life

Nie warto więc za wszelką cenę starać się nadążyć za modą i próbować zaopatrzyć się w każdy okrzyknięty przez kolorową prasę trend. Wszystko to co widzimy w popularnych sieciach i tak jest w modzie, bo nie ma w nich miejsca na rzeczy niemodne, niszowe. Nie musimy więc na siłę kupować czegoś nadzwyczajnie wyróżniającego się, hitowego, bo o modnym wyglądzie decyduje sposób zestawienia ubrań, a nie włożenie na siebie konkretnych trendów. 




W ZGODZIE Z SAMYM SOBĄ

Francuzka kupi modną rzecz, tylko jeśli jest pewna, że będzie pasowała do reszty jej garderoby.
Garence Dore, Love, style, life

Trendy trendami, ale nigdy nie powinnyśmy kupować czegoś, co ewidentnie nam się nie podoba, albo nie pasuje do reszty naszej garderoby czy stylu. 

Często nabywamy jakąś modną rzecz pod wpływem chwili, czy dlatego, że podoba mam się na innej osobie, a potem jej nie nosimy, bo po prostu nie jest dla nas. Przy wyborze ubrań i dodatków zawsze powinnyśmy myśleć o sobie, nie oglądać się na innych, tylko budować swój wizerunek wedle własnych uwarunkowań i potrzeb. 

Czasem w ogóle nie musimy dokupywać żadnej trendy rzeczy by uchodzić za modne i stylowe. Wystarczy umiejętnie połączyć posiadane ubrania lub np. w modny sposób pomalować paznokcie. 


    



Na koniec jeszcze kilka słów o mojej stylizacji. Skorzystałam z modnego połączenia zwiewnej sukienki z zamszowymi muszkieterkami. Do tego dobrałam pasującą torebkę z brelokiem z pomponami i prosty, klasyczny płaszcz, zresztą ten sam co TUTAJ, tylko w innym kolorze.

Wszystkie wykorzystane w tej stylizacji rzeczy są modne, ale prócz breloka z pomponami nie są przesadnie trendy. Sukienka ma idealny dla mojej figury krój empire, a jednocześnie jest na tyle prosta, że dodatkami można zupełnie zmienić jej charakter. Również buty są dość proste i pasują do moich długich nóg. Wysoka platforma i szeroki słupek są wygodne i praktyczne. Pompon przy torebce dodaje pazura. 



Sukienka - Orsay
Płaszcz - Promod 
Buty - CCC
Torebka - Michael Kors Cynthia
Brelok - Franco Morenzo
Naszyjnik - Tous


*Zdjęcia wykonał Krzak


Jak wyglądać stylowo w jesienny weekend - ciepła parka i kalosze hunter

10/25/2017

Jak wyglądać stylowo w jesienny weekend - ciepła parka i kalosze hunter



Jak już wielokrotnie wspominałam, zawsze lubiłam elegancję. W związku z tym wybór zestawu na jesienny spacer po lesie, czy weekendowy wypad w góry zawsze nastręczał mi sporo trudności. Zwykle albo byłam ubrana zbyt elegancko, albo wkładałam dresy z siłowni. Tak czy owak czułam, że coś tu nie gra, że również w takich okolicznościach mogę wyglądać stylowo, a równocześnie czuć się komfortowo.  




To jak kobieta ubiera się w weekend, dużo mówi o jej stylu. Gdy nie jest już ograniczona wymogami, które narzuca jej praca, czy innymi codziennymi obowiązkami, może wybrać to, w czym naprawdę lubi chodzić. Od niej zależy, czy zdecyduje się na dresy, czy postanowi zadbać o swój wygląd także w czasie wolnym. 
Katarzyna Tusk, "Elementarz stylu"




Z biegiem czasu wypracowałam swój styl, który obecnie określiłabym jako sportową elegancję i odkryłam, że wiele rzeczy, które na co dzień aranżuję w miejskie, szykowne zestawy, mogę wykorzystać również w czasie wolnym. Jeansy, biała koszula, pasiaste t-shirty, proste spodnie chinosy, to wszystko ubrania, którym naprawdę nie trzeba wiele, by przeistoczyć się w elegancki lub casualowy zestaw. Wystarczy odpowiednia kurtka oraz buty, które diametralnie zmienią charakter i przeznaczenie stroju. Świetnym przykładem są zestawy z grafitowymi chinosami. TUTAJ możecie zobaczyć je w wersji eleganckiej, a TUTAJ w luźnej wersji na weekend.

Myślę, że w tych stylizacjach, choć stworzonych na inne okazje, z łatwością można dostrzec ten sam styl. Spójność wizerunku zawsze miała dla mnie duże znaczenie, a teraz dodatkowo udaje mi się kupować mniej i nosić więcej.





W dzisiejszym poście chciałam pokazać zestaw luźny, ale cieplejszy, przeznaczony na chłodną jesień i zimę. Zestawiłam klasyczną białą koszulę (TUTAJ) z bazowymi jeansami (TUTAJ), dorzuciłam modną shopperkę, ciepłą, puchową kurtkę w typie parki i ponadczasowe czarne huntery, które także świetnie zastępują mi kozaki w szykownych zestawach z płaszczami.





W tym zestawie czuję się ubrana, nie przebrana. Jest ciepło i wygodnie, ale też elegancko; widać tu mój styl. 

Jeśli uda Ci się znaleźć chwilę aby wyrwać się z miasta, to oczywiście masz prawo do wytchnienia. Twój strój może, a nawet powinien różnić się od tego, w którym zwykle chodzisz. Weekendowy styl jest luźniejszy niż każdy inny, ale nie powinno być w nim miejsca na powyciągane dresy. Spokojnie znajdziesz rzeczy jednocześnie wygodne i stylowe.
Katarzyna Tusk, "Elementarz stylu"







Od kiedy zrozumiałam, że nie trzeba mieć wypchanej najnowszymi trendami szafy, tylko w miarę klasyczne i uniwersalne rzeczy o łatwej łączliwości, skończył się dla mnie problem zwany - "nie mam w co się ubrać". Bardzo skrupulatnie planuję swoje zakupy, stawiam na jakość i w miarę możliwości ponadczasowość, zamiast na ilość, jak jeszcze niedawno. 

Np. jeśli chodzi o kurtkę z tego wpisu, jest w dość uniwersalnym, jesiennym kolorze, o wygodnej długości i wolno starzejącym się kroju. Dodatkowo jest wypełniona prawdziwym pierzem, dzięki czemu nie muszę grubo się pod nią ubierać (bardzo tego nie lubię).




(...) świetny styl to również umiejętność równoważenia komfortu i osobowości, szyku i gracji, a nie podążanie za każdym trendem i kupowanie wszystkich designerskich ciuchów z wieszaka. Świetny styl to samoświadomość i oparty na niej strój.
Rachel Roy, "Zaprojektuj swój styl"



Kurtka - F&F (dowód na to, że wszędzie
można znaleźć dobrej jakości rzeczy, 
czasem trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość;)
Koszula - Simple
Jeansy - Orsay 
Kalosze - Hunter
Torebka - Michael Kors 


*Zdjęcia wykonał Krzak


Jak stylizować pastelowe płaszcze?

10/11/2017

Jak stylizować pastelowe płaszcze?



Pamiętam, jak zeszłej jesieni kupiłam pierwszy w życiu pudrowy płaszczyk. Najpierw niebieski, potem różowy. Byłam bardzo zadowolona ze swoich zakupów, ale wkrótce zaczął się klasyczny problem - z czym te cuda połączyć? Jako że dawniej lubowałam się w stylistyce retro zaraz do głowy przyszła mi Jackie Kennedy i jej cukierkowe kostiumiki z lat 60-tych. Zaczęłam więc łączyć swoje słodkie płaszczyki z równie słodkimi sukienkami. Wkrótce na zdjęciach zobaczyłam, że to połączenie jest jakieś mdłe i niewspółczesne. Minęło trochę czasu nim zorientowałam się co tu nie gra. 


Mam tendencję do ubierania się w bardzo kobiece stroje, często nawet nieświadomie.Zauważyłam jednak, że tracę wewnętrzną równowagę, kiedy jestem tak ubrana od stóp do głów. Mimo że podziwiam piękno ozdobnych plis i żabotów, to nie czuję się sobą, jeśli nie zrównoważę ich jakimś kontrastującym elementem. Wtedy albo dopasowuję do stroju męskie dodatki, albo pozbywam się nadmiaru kobiecości ze swojego looku. 
Rachel Roy, "Zaprojektuj swój styl"


Tak samo jest z pastelowymi płaszczami i innymi rzeczami w cukierkowych kolorach. Bardzo ważna jest równowaga. Jeśli przykładowo płaszcz jest pastelowy, reszta powinna być bardziej "szara" i "zwykła". Ponadto, pudrowy, błękitny lub miętowy płaszcz sam w sobie jest już tak dziewczęcy, że kolejny kobiecy element w postaci dajmy na to sukienki w kwiaty powoduje, że całość wygląda na przesłodzoną. Jeśli chcesz uniknąć takiego efektu, powinnaś złapać równowagę, co oczywiście można uczynić na wiele sposobów. Mi najbardziej podoba się użycie pastelowych płaszczy w zestawach w stylu sportowej elegancji. Do dzisiejszego postu przygotowała trzy proste stylizacje.




PASTELE, SZAROŚĆ I BIEL 

Moja pierwsza propozycja to połączenie pastelowego płaszczyka z szarymi jeansami, białą koszulą, butami o sportowym charakterze i szarą torebką. 

Szarość stanowi doskonałe tło dla wszelkich ostrych czy cukierkowych barw, które chcemy nieco uspokoić i uszlachetnić. Buty w stylu "adidasów" dodają sportowego, luźnego charakteru, a biała koszula elegancji.  

Ja użyłam do tej stylizacji pastelowo niebieskiego płaszczyka, ale równie dobrze sprawdziłby się tutaj także inne popularne pastele, jak pudrowy róż, pastelowy fiolet czy mięta.






PASTELE, BLUE JEANS I BIEL

Moja druga propozycja to połączenie pastelowego płaszczyka z niebieskimi jeansami. Nie muszą być one dziurawe, jeśli tego nie lubisz. Ważne żeby były dość jasnoniebieskie. Ciemny denim mógłby się okazać zbyt kontrastowy w stosunku do pastelowego płaszcza. 

Podobnie zresztą jest z czernią, łączoną z pastelami, zwłaszcza z pudrowym różem. Brytyjskie stylistki Trinny i Susannah uważały takie stylizacje za infantylne. Dla mnie są ono po prostu zbyt kontrastowe i ciężkie. Gdy na Pintereście oglądam zestawienia pudrowych płaszczy z czarnymi spodniami, butami i torebkami często mi się one podobają; jednak gdy sama próbuję się tak ubrać, widzę dużą dysharminię takiego zestawienia.

Wracając do mojej stylizacji, dobrałam do niej białą koszulę i sportowe buty, identycznie jak w poprzednim zestawie.

Szara torebka, którą również tu użyłam jest neutralna i nieco tonizuje cukierkowy kolor płaszcza, jednak równie dobrze zagrałaby tutaj torebka kremowa czy nawet pastelowo niebieska. W moim wypadku zamiennikiem szarej będzie kremowy obag mini z jeansową opaską (TUTAJ). 




PASTELE Z PASTELAMI

Moja trzecia propozycja jest "odważniejsza" od poprzednich. 

Do błękitnego płaszczyka dołożyłam pudrową torebkę; reszta jest spokojna, szaro-biała. 

Ten zabieg można stosować również do innych kolorów płaszczy - do pudrowego dodaj błękitną lub miętową torebkę, a do miętowego różaną. W ten sposób stylizacja stanie się ciekawsza, ale nie pstrokata.




ZANIM KUPISZ PASTELOWY PŁASZCZ - MOJE RADY

1. Upewnij się, że pastelowe kolory do Ciebie pasują. Nawet jeśli nie wiesz jakim typem kolorystycznym jesteś, a analiza kolorystyczna nie bardzo Ci wychodzi, nic straconego - poprzymierzaj pastelowe rzeczy w sklepach i zrób sobie zdjęcia w przymierzalni. W ten sposób zobaczysz, czy np. nie wyglądasz źle w takich kolorach. Zwykle zdjęcia ukazują to, czego nie dostrzegamy w lustrze. 

2. Zastanów się, czy masz z czym połączyć pastelowy płaszcz. Nawet najładniejszy i pasujący do Ciebie płaszczyk nie zrobi furory jeśli zestawisz go z byle czym. 

3. Jeśli pastelowy płaszcz ma być twoim głównym/jedynym jesienno-zimowym płaszczem odpuść sobie zakup. Pastele nie pasują do wszystkiego i nie nadają się na każdą okazję. W dodatku szybko się brudzą, przez co nie są praktyczne. Więcej o poszukiwaniu idealnego jesienno-zimowego płaszcza przeczytasz TUTAJ.

Dla mnie takie płaszcze są miłym urozmaiceniem w jesiennych i wiosennych stylizacjach. Najczęściej ubieram je na zakupy, rowerowe przejażdżki czy spacery; jak żadne inne okrycia wierzchnie nadają szyku i kobiecości wygodnym, nieco sportowym zestawom. 




Twórca analizy kolorystycznej, szwajcarski malarz i wykładowca akademicki, Johannes Itten zauważył, że jego studenci przy malowaniu obrazów najchętniej używają kolorów, które do nich pasują. 

Jeśli nie czujesz się dobrze w pastelach nic straconego - jest mnóstwo barw i trendów, które do Ciebie pasują. Wybierajmy tylko te, które są "naszymi".




*Zdjęcia wykonał Krzak


Jak znaleźć idealny płaszcz jesienno-zimowy plus mój wybór i stylizacja

10/08/2017

Jak znaleźć idealny płaszcz jesienno-zimowy plus mój wybór i stylizacja



Niedawno zaczęła się jesień, a wraz z nią kapryśna pogoda i coroczne poszukiwania swetrów i płaszczy. Czy rzeczywiście co roku musi tak być? Czy nie możemy kupić jednego płaszcza, który będzie tak uniwersalny, trwały i ponadczasowy, że starczy nam na wiele kolejnych sezonów?

Jeszcze rok temu w ogóle się nad tym nie zastanawiałam. Kupowałam dużo wszystkiego, a zwłaszcza płaszczy, które zawsze lubiłam. Co roku wyrzucałam te, w których źle się czułam (czytaj większość) i znów kupowałam nowe. Musiało minąć sporo czasu nim pojęłam gdzie popełniam błąd. Zrozumiałam, że nie trzeba mieć w szafie tuzina płaszczy, z których nota bene nie jest się zadowolonym; zdecydowanie lepiej mieć jeden, ale taki, który można przyrównać do naszej drugiej skóry. Jak takie cudo znaleźć? Oto moje wskazówki:

Uniwersalność

Poszukując płaszcza idealnego warto skupić się na jego uniwersalności. Powinien być tak samo odpowiedni na jesień jak i zimę czy wczesną wiosnę; pasować do eleganckich i casualowych stylizacji.

Jeśli płaszcz ma być odpowiedni na wszelkie zimno, nie tylko to ściśle zimowe, nie powinien przypominać ludzika Michelina. Najlepsze są płaszcze z wełny (powinny mieć przynajmniej 50% wełny), które wyglądają na cienkie, a w rzeczywistości ogrzewają tysiące razy lepiej niż poliestrowe imitacje z watowaną podszewką. Oczywiści i wśród płaszczy z prawdziwej wełny zdarzają się pulchne osobniki. Takie omijamy, gdyż na pewno nie będziemy chciały w nich chodzić wczesną jesienią, kiedy nie trzeba się jeszcze opatulać.

Jeśli sądzicie, że Was na taki płaszcz nie stać, spróbujcie oszacować ile kosztowały was poliestrowe płaszcze z poprzednich sezonów. Założę się, że wyjdzie wam niemała suma. Zamiast kupować kolejny, przystępny cenowo płaszcz na jedną zimę zacznijcie odkładać pieniądze na zakup porządnego płaszcza.

Wełniane płaszcze tak naprawdę możecie upolować wszędzie (np. Reserved ostatnio wypuściło bodaj dwa modele płaszczy z prawdziwej wełny), jednak jeśli miałabym Wam polecić jakieś sklepy, to systematycznie zaglądajcie do: Promod, Zary, United Color of Benetton, Solar, Simple, Aryton (w tych trzech ostatnich warto czekać na wyprzedaże i specjalne rabaty z okazji takich świąt, jak np. Walentynki). 

Raczej nie zamawiajcie swojego idealnego płaszcza przez Internet. Oczywiście w większości sklepów będziecie mogły w razie czego go zwrócić, jednak wiąże się to z zamrożeniem na jakiś czas gotówki. Jeśli ma to być "ten jedyny" musi być perfekcyjny, a najłatwiej ocenić go na żywo, nie przez ekran komputera. 

Wybrany płaszcz powinien być w miarę prosty, bez elementów umiejscawiających go w stylu ściśle eleganckim lub odwrotnie - definitywnie codziennym.   

Posilę się tutaj przykładem mojego płaszcza idealnego, który pokazuję dziś w jednej z wielu stylizacji, które mogę z nim stworzyć. Tak więc mój płaszcz wygląda na cieniutki, ale w rzeczywistości jest bardzo ciepły – ma 75% wełny. Jego fason jest prosty i uniwersalny. Równie dobrze wygląda z butami sportowymi czy kaloszami, co z botkami na obcasie.


1. Casualowy zestaw z kaloszami


2. Luźny, sportowy zestaw z butami o sportowym charakterze


3. Mój dzisiejszy, elegancki zestaw z botkami na słupkach 



Praktyczność

Niestety tak to już jest, że rzeczy niepraktyczne, których np. zapinanie pochłania dużo czasu i nerwów, albo długość przeszkadza przy wsiadaniu do auta czy autobusu, nie nosimy zbyt często. Kupując płaszcz musimy więc przeanalizować jego cechy pod względem praktyczności. Np. mój płaszczyk ma wygodną długość do kolan, która nie skraca i nie pogrubia sylwetki, a jednocześnie jest po prostu praktyczna. Mogę w nim nawet wskoczyć na rower w razie potrzeby i będzie mi wygodnie. Podobnie jest z zapięciem – zapina się go błyskawicznie na dwa guziki w pasie.






Kolor

Musi być uniwersalny i praktyczny. Pasować do rzeczy, które zamierzamy pod nim nosić (na pewno nie raz widziałyście kobiety w całkiem ładnych płaszczach, u których niepasujące spodnie, buty czy torebka psuły cały efekt), a równocześnie szybko się nie brudzić (niestety białe, czy pastelowe płaszczyki w tym wypadku odpadają).

Przestrzegam Was też przed czernią, która nie tylko łatwo zbiera wszelkie paprochy z otoczenia, przez co wcale nie jest praktyczna, ale też działa przytłaczająco. Ponadto, większość rzeczy jesienno-zimowych jest ciemna (dla wielu czarne buty, spodnie czy torebka to postawa), co w połączeniu z czarnym płaszczem nie zachwyca. Zdecydowanie lepszym wyborem będą inne stonowane kolory, jak np. camel, granat, szarość, grafit, bordo czy butelkowa zieleń. W takich kolorach płaszczy będziemy wyglądać dużo ciekawiej niż w czerni i bez problemu dorzucimy do nich ciemne i czarne ubrania.

I znów przykład mojego płaszcza – wybrałam kolor camelowy, bo pasuje do większości moich jesienno-zimowych ubrań i jest dość brudoodporny. 





Fason


Rzecz fundamentalna. Płaszcz idealny musi leżeć na Tobie najlepiej jak to tylko jest możliwe. Nawet jeśli wiesz w jakich krojach wyglądasz korzystnie, pobuszuj po sklepach i poprzymierzaj różne fasony płaszczy, nawet takie, których w życiu byś nie ubrała.

Czasem coś, co wydaje nam się zupełnie nie dla nas, w rezultacie okazuje się strzałem w dziesiątkę. I mój płaszcz jest tego znakomitym przykładem – jestem gruszką, ale wysoką. Pasują mi pudełkowe, nieco męskie płaszcze, ale tylko gdy ich nie zapinam. Po zapięciu płaszcz źle leży. Szukając swojego płaszcza idealnego nastawiałam się na fason z paskiem w talii, tymczasem znalazłam pudełkowy płaszcz, który jest tak dobrze odszyty, że pomimo wyraźnej dysproporcji mojej sylwetki, leży po prostu genialnie, tak po zapięciu, jak i rozpięciu. 







Mam nadzieję, że mój wpis okaże się dla kogoś przydatny :-) 

Jeśli spodobał Wam się płaszcz, który ja wybrałam znajdziecie go TUTAJ. Oprócz camelu występuje jeszcze w ciemnej szarości i czerni (czerni nie polecam ;-).




Płaszcz - Promod
Bluzka i spodnie - Orsay
Botki - Tamaris (Zalando)
Torebka - Michael Kors 

*Zdjęcia wykonał Krzak


Slow fashion czyli chcieć mniej

10/01/2017

Slow fashion czyli chcieć mniej



Od kiedy pamiętam zawsze chciałam być "jakaś". Wyglądając jak wszyscy wygląda się jak nikt napisała w swojej książce Garance Dore. Kolejne jej mądre spostrzeżenie, które zawsze było również moim, choć nie ubierałam go w słowa. Kiedy była młodą dziewczyną robiłam wiele rzeczy instynktownie; nie zadawałam sobie trudu, żeby nazywać swoje uczucia. Tak więc zawsze chciałam być indywidualną jednostką, chciałam wychylić się z szarego tłumu. Z drugiej strony byłam też podatna na cudze wpływy; nie kopiowałam strojów innych (jeśli już coś na kimś mi się baaardzo podobało, starałam się zinterpretować temat po swojemu, wtrącić przysłowiowe pięć groszy), ale dawałam się wkręcić w tzw. owczy pęd dotyczący sezonowych zakupów, czy odhaczania kolejnych rzeczy z modnych, magazynowych list "must have". Koleżanki robiły zakupy na kolejny sezon, więc i ja robiłam. Prześcigałyśmy się która kupi więcej super trendów, absolutnie niezbędnych w tym roku i w kobiecej szafie w ogóle. 

Już na drugi dzień po takiej wyprawie po trendy czułam się fatalnie. Jedna z moich koleżanek powiedziała kiedyś, że podwójne znaki jak Bliźnięta czy Ryby są niejednorodne, pełne wewnętrznych sprzeczności, ciągle w stanie wojny z samym sobą. Właśnie tak jest ze mną, Rybą z krwi i kości. Długo musiałam się uczyć, by stale nie być jednocześnie za i przeciw własnym pomysłom. Po takich "wmuszonych" we mnie zakupach zawsze odnajdywałam w sobie najwięcej wykluczających się wzajemnie dążeń.





Nadmiar rzeczy zawsze mnie przytłaczał, a co tu dopiero mówić o nadmiarze rzeczy, w których nie lubiłam chodzić, w których nie czułam się sobą. Co sezon w domu moich rodziców pojawiały się kolejne kartony z odzieżą na sprzedaż. Wiedziałam, że nie chcę żeby dalej się tak działo; zawsze chciałam znaleźć swój styl i cenić swoje rzeczy, traktować jak osobiste skarby. Potrzebowałam wsparcia, które w końcu znalazłam we wspaniałej książce Joanny Glogazy pt. "Slow fashion. Modowa rewolucja. Kupuj mniej, wyglądaj lepiej".

Sztaby ludzi pracują nad tym, żeby ubrania jak najszybciej nam się nudziły. Zeszłoroczny zimowy płaszcz, choć wciąż w świetnym stanie i naprawdę ciepły, nie przyda ci się już do niczego - ma modny w zeszłym sezonie, trapezowy kształt a la lata sześćdziesiąte, podczas gdy w tym roku wybiegi i witryny sklepów zdominowały hippisowskie kożuszki. Na swoje luźne kozaki nie możesz już patrzeć - tej jesieni z każdej strony atakują nas rock'n'rollowe botki z okuciami i klamrami. Nie wyobrażasz sobie rozpoczęcia lata bez przynajmniej kilku nowych sukienek, a wakacje w starym stroju kąpielowym wydają ci się jakby mniej ekscytujące.

Brzmi znajomo? Dla mnie niestety tak... Po lekturze książki Joasi powoli zmieniłam swoje podejście do mody i zakupów. Zaczęłam kupować mniej i lepiej, bo tylko te rzeczy, które naprawdę są mi potrzebne i pasują do reszty mojej garderoby. Oczywiście zdarzają mi się chwilowe zachłyśnięcia rzeczami, które tak wiele kolorowych magazynów i vlogerek poleca, a sprzedawca - ten bezlitosny kusiciel - namawia. Zawsze wtedy zadaję sobie trzy pytanie: Czy na pewno będę się w takiej rzeczy dobrze czuła? Czy mam ją z czym połączyć? Czy będę mogła w niej często chodzić? 

Zazwyczaj gdy moja potrzeba to tylko kaprys od razu czuję, że coś jest nie tak, jednak szczere odpowiedzi na takie pytania utwierdzają mnie w mojej decyzji. Pomaga mi też odkładanie zakupu na za 3-4 dni, podczas których wymyślam zestawy z nową rzeczą. Bardzo przydaje się w tym aplikacja Clotify, gdzie umieściłam zdjęcia wszystkich swoich ubrań, butów, torebek i innych dodatków. Gdy czegoś nie jestem pewna układam stylizacje z nową rzeczą. Słaba łączliwość upragnionego, nowego nabytku działa na mnie jak zimny prysznic i od razu odechciewa mi się zakupów.






Żeby wyzwolić się z kieratu szybkiej mody, wszechobecnego krzyku "KUPUJ!!!" musimy sobie zdać sprawę z tego, że nie jesteśmy gwiazdami z Hollywood i nie musimy występować za każdym razem w innej kreacji. Możemy sobie pozwolić na luksus wyjścia kilka razy pod rząd w tym samym zestawie czy posiadania tylko jednej pary okularów przeciwsłonecznych.

Kiedy byłam nastolatką zawsze zastanawiałam się jak aktorki czy piosenkarki mogą mieć całe kolekcje butów i za każdym razem zakładać inne; przecież buty trzeba rozchodzić - czyżby ich stopy były inne? Kiedy na studiach zaczęłam dużo kupować, również drogich rzeczy zrozumiałam, że coś za coś - ilość w zamian za komfort. Teraz myślę, że lepiej mieć kilka wygodnych i pasujących do wszystkiego butów, które się uwielbia, niż całą kolekcję, na którą miło się patrzy i... No właśnie - tylko się patrzy, bo chodzenie to katusze. 





Nie ma nic gorszego niż kupowanie czegoś bo ktoś znany to ma, bo ma koleżanka, bo chwali popularna vlogerka, bo poleca sprzedawca... STOP! Czy to jest mi naprawdę potrzebne? Czy przypadkiem nie miałam kupić czegoś innego? Czy w tej rzeczy to jestem ja? 

Mądre kupowanie = mądre planowanie. Przed każdym sezonem robię porządek w szafie, mierzę ubrania, komponuję zestawy. Spisuję rzeczy, których mi brakuje. Ale o tym dokładniej w kolejnym poście ;-)

A dziś jako ilustracja tego wpisu i filozofii slow fashion zdjęcia z weekendu - moja ulubiona parka, którą pokazywałam już TUTAJ, wszechobecne buty (np. TUTAJ, TUTAJ czy TUTAJ), stale pojawiające się zegarek, okulary i torebka O bag. Nowością są uniwersalne jeansy z dziurą, którymi na pewno będę Was prześladować w wielu kolejnych postach i równie uniwersalna bluzka w marynarskie paski. 

Całość jak najbardziej stosowna do okazji i po prostu moja :-)




Kurtka - Mohito
Bluzka - Lee (Zalando)
Jeansy - Reserved
Zegarek - Michael Kors
Okulary - Ralph Lauren
Torebka - O bag mini avorio
Buty - Ryłko

*Zdjęcia wykonał Krzak


Copyright © 2017 Szafa Angeli