9/17/2017

Marynarka w kratę w stylizacji oraz o tym jak nie być ofiarą mody



Nie ubieram się dla faceta, dla najlepszej przyjaciółki, żeby się upodobnić do swojej idolki, żeby poczuć się wyjątkowo, ani nawet dla samej siebie: ubieram się, żeby próbować wyglądać modnie. 

Kupuję tanie wersje wszystkiego, co pojawia się na wybiegu, w ogóle nie biorąc pod uwagę samej siebie. Noszę rzeczy, które do mnie nie pasują, tylko dlatego, że są modne. (...) Wiem, że to nie dla mnie, ale nie mam pojęcia, co z tym fantem zrobić.

Uczę się, że nie jestem odporna na trendy i że bycie ofiarą mody to w gruncie rzeczy bycie ofiarą. No tak. Uczę się tego i to naprawdę cenna lekcja. 

Powyższy ustęp pochodzi z często przeze mnie przytaczanej książki Garance Dore "Love, Style, Life". Choć autorki nie znałam wcześniej i nigdy nie odwiedziłam jej bloga, a wskazówki dotyczące poszukiwania własnego stylu zajmują znikomą część książki, to są dla mnie tak dobrze ujęte, że nie żałuję zakupu. Wiele jej spostrzeżeń i doświadczeń jest także moimi. Np. do niedawna bardzo przejmowałam się trendami; nie muszę dodawać, że nie raz zdarzyło mi się kupić coś zupełnie do mnie niepasującego, tylko dlatego, że było modne. 




Od pewnego czasu moje podejście powoli zaczęło ulegać zmianie, do której skłoniła mnie pękająca w szwach szafa i odwieczne "nie mam się w co ubrać". W końcu potraktowałam ten problem poważnie i zrobiłam SZCZERY rachunek sumienia. Przyznałam się do tego, że kupuję bez składu i ładu, a listę potrzebnych rzeczy komponuję nie na podstawie własnych upodobań i potrzeb, tylko wedle tego, co spodoba mi się na kimś innym, a potem źle się czuję w tych rzeczach, bo tak naprawdę to nie mój styl, tylko chwilowe zauroczenie stylem kogoś innego.





Własny styl daje ci moc komunikowania się bez słów, przemienia cię w wymagającą klientkę, redaktor naczelną twojej szafy. 
Garance Dore, "Love, Style, Life"

Kiedy niedawno wreszcie wsłuchałam się w samą siebie i odkryłam swój prawdziwy styl, naprawdę bezlitośnie podeszłam do porządkowania zawartości swojej szafy. Wyrzuciłam wszystko co do mnie nie pasuje, choć chwilami nie było łatwo. Kiedy "odgruzowałam się" na dobre, poczułam niesamowitą ulgę. W końcu wiedziałam czego chcę i na czym stoję. 

W sklepach nie zatrzymywałam się już przy kolejnej pięknej, koktajlowej sukience, która choć efektowna, nie odzwierciedla tego kim jestem. Nie zastanawiałam się nad kolejnymi butami, których nie potrzebuję, ani nad jeszcze jedną torebką do kolekcji. Za to kupiłam pięć bazowych ubrań i jeden dodatek, świetnie wpisujących się w mój styl: marynarkę w tzw. kratę Księcia Walii (jedynie ona jest efektowna sama w sobie), którą dziś pokazuję, niebieskie jeansy z efektem destroyed, czarne klasyczne jeansy, biały basikowy półgolf, szary, melanżowy golf oraz szaro-pudrowy szal.  





Robiąc listę zakupów, a potem szperając po sklepach w poszukiwaniu brakujących w mojej garderobie rzeczy, nie sugerowałam się trendami. Wybierałam ubrania nie dlatego, że są w trendach, nie dla tego, że ładnie wyglądały w stylizacji z Pinteresta, nie po to by zaimponować otoczeniu, ale dlatego, że są POTRZEBNE i MOJE. 

Wiem, kim jestem, czego chcę, a czego nie. Uczę się odmawiać. Mówię nie chwilowym modom, tanim kopiom, rzeczom, w których kiepsko wyglądam. 
Garance Dore, "Love, Style, Life"

Po raz pierwszy od wielu lat czuję, że niczego nie potrzebuję już dokupywać na nadchodzący sezon. Po raz pierwszy czuję się prawdziwie wolna. Po raz pierwszy czuję, że mogę przestać myśleć o modzie.

Idealnie skomponowana garderoba może Cię wyzwolić. Będziesz potrzebowała mniej i kupowała lepiej. To mój stylowy niezbędnik, moje wieczne klasyki, w oparciu o które co sezon tworzę coś nowego. Ułatwiają pracę, imprezowanie i podróże. Definiują mój styl (…)

Garance Dore, „Love, style, life”





Znajomość własnego stylu oznacza, że to, co Francuzka kocha dziś, będzie kochała już zawsze. Oznacza także, że kiedy już go pozna, może przestać myśleć o modzie. Bo moda przemija. Ale styl... Stylowi zdecydowanie mówimy tak - zawsze.
Garance Dore, "Love, Style, Life"




Marynarka - Mohito
Bluzka - Reserved
Jeansy - F&F
Buty - Ryłko
Torebka - Furla Metropolis
Wisior - Artelioni
Zegarek - Michael Kors

*Zdjęcia wykonał Krzak



23 komentarze:

  1. Super look ;) Marynarka jest świetna ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Na szczęście tak i wreszcie mogłam znaleźć taką marynarkę ;-)

      Usuń
  3. Jakie świetne zdjęcia! :) WOW, mega. <3

    Zapraszam na nowy post:
    www.diane-fashion.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję - mam dobrego i wyrozumiałego fotografa ;-)

      Usuń
  4. nie wyobrażam sobie nosić czegoś, w czym nie czuję się sobą :)
    marynarka genialna!

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam kratę ;) Taka marynarka by mi się przydała ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały tekst Angela, w pewnym sensie dla mnie i nie, ale w pełni się z nim zgadzam, bo ja akurat zawsze przed blogiem czyli dokładnie jeszcze 2 lata temu żyłam wg tych wynikowych zasad, a moja całoroczna szafa miała 1 m długości. Od kiedy schudłam i odkryłam modę jako pole twórczej zabawy i realizacji to moja na szczęście lumpeksowa szafa rośnie, bo mam ochotę pokazywać wszystko co się da, i na co mi ta lumpeksowa loteria pozwoli, i na pewno nie chodzi mi o pokazywanie siebie, tylko mody, której wcale nie jestem ofiarą, bo nie mam uczuciowego stosunku do żadnej rzeczy, i żadnej rzeczy nie pragnę, chyba, że do kompozycji :) Dlatego dziś nawet nie potrafię określić swojego stylu i nie chcę tego, bo cudownie otwieram się na mnóstwo tematów, na które kiedyś byłam zamknięta :) Dają się życiu nieść, więc może kiedyś mój blog zniknie, albo ewoluuje w stronę pokazywania siebie i swojego stylu, dziś jestem tylko modelką dla swoich różnorodnych pomysłów, które mają inspirować i otwierać na zabawę inne kobiety, szczególnie moje rówieśniczki :) Ale Twój post wspaniały właśnie dla tych do których kieruję luźno wszelkie moje wariacje, sama nie dając wskazówek jak to ogarnąć :) Szarość z bladym różem to cudowny zestaw kolorów, który pokazałam w zeszłym roku jeszcze grupowo :) Super, że tę kraciastą must have zestawiłąś z tymi rurkami :) Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) Ja wcześniej dużo eksperymentowałam, tak jak Ty teraz; obecnie przyszedł dla mnie czas na zawinięcie do portu i w pewnym sensie zdefiniowanie siebie. Czuję taką potrzebę i myślę, że to naturalny etap na modowej drodze. Sądzę też, że duże zmiany w naszym życiu, jak np. radykalna utrata wagi, zmiana pracy czy sytuacji rodzinno-uczuciowej powoduje chęć eksperymentowania, poszukiwania swojego nowego modowego "ja". To jest wspaniałe i potrzebne doświadczenie, bez którego nigdy nie dojdziemy do tego co w modzie lubimy, a czego nie. Myślę, że Twój blog nie zniknie, tylko z czasem zmieni swój charakter; najlepsze jest jednak to, że to my same decydujemy kiedy coś chcemy zmienić i jak ma wyglądać nasz modowy, wirtualny pamiętnik i przyciągamy odbiorców, którzy szukają takich wzorów i tematów. Pozdrawiam serdecznie Angela

      Usuń
  7. Fajny post, dobre przemyslenia .Garance Dore odkryłam już dawno. Zamieściłam na swoim blogu pare postów jej poswięconych.Fajna dziewczyna ..tak w ogole.Sledze jej bloga, instagram facebooka.Warto ;-)Dobrze napisana (zabawnie) ksiązka.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. stylizacja świetna ;) piękne połączenie szarości i delikatnego różu :) wyglądasz kobieco, elegancko. A jeśli chodzi o spostrzeżenia- mam podobnie. Ubrania muszą być "moje" niezależie od tego, czy są "hot' czy nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj, bo za chwilę i ja się stanę ofiarą - jak tak na Ciebie patrzę, to mam ochotę skopiować Twój zestaw w stu procentach :) Tekst świetny, a stylizacja to marzenie... Pozdrawiam serdecznie Tamara

    OdpowiedzUsuń
  10. Spodnie są rewelacyjne, takich poszukuje od dłuższego czasu. Świetny look ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. widziałam stylizację na modnej. Marynarka przypadła mi do gustu i zachwycam się torebką - cudowna jest !
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 Szafa Angeli