10/01/2017

Slow fashion czyli chcieć mniej



Od kiedy pamiętam zawsze chciałam być "jakaś". Wyglądając jak wszyscy wygląda się jak nikt napisała w swojej książce Garance Dore. Kolejne jej mądre spostrzeżenie, które zawsze było również moim, choć nie ubierałam go w słowa. Kiedy była młodą dziewczyną robiłam wiele rzeczy instynktownie; nie zadawałam sobie trudu, żeby nazywać swoje uczucia. Tak więc zawsze chciałam być indywidualną jednostką, chciałam wychylić się z szarego tłumu. Z drugiej strony byłam też podatna na cudze wpływy; nie kopiowałam strojów innych (jeśli już coś na kimś mi się baaardzo podobało, starałam się zinterpretować temat po swojemu, wtrącić przysłowiowe pięć groszy), ale dawałam się wkręcić w tzw. owczy pęd dotyczący sezonowych zakupów, czy odhaczania kolejnych rzeczy z modnych, magazynowych list "must have". Koleżanki robiły zakupy na kolejny sezon, więc i ja robiłam. Prześcigałyśmy się która kupi więcej super trendów, absolutnie niezbędnych w tym roku i w kobiecej szafie w ogóle. 

Już na drugi dzień po takiej wyprawie po trendy czułam się fatalnie. Jedna z moich koleżanek powiedziała kiedyś, że podwójne znaki jak Bliźnięta czy Ryby są niejednorodne, pełne wewnętrznych sprzeczności, ciągle w stanie wojny z samym sobą. Właśnie tak jest ze mną, Rybą z krwi i kości. Długo musiałam się uczyć, by stale nie być jednocześnie za i przeciw własnym pomysłom. Po takich "wmuszonych" we mnie zakupach zawsze odnajdywałam w sobie najwięcej wykluczających się wzajemnie dążeń.





Nadmiar rzeczy zawsze mnie przytłaczał, a co tu dopiero mówić o nadmiarze rzeczy, w których nie lubiłam chodzić, w których nie czułam się sobą. Co sezon w domu moich rodziców pojawiały się kolejne kartony z odzieżą na sprzedaż. Wiedziałam, że nie chcę żeby dalej się tak działo; zawsze chciałam znaleźć swój styl i cenić swoje rzeczy, traktować jak osobiste skarby. Potrzebowałam wsparcia, które w końcu znalazłam we wspaniałej książce Joanny Glogazy pt. "Slow fashion. Modowa rewolucja. Kupuj mniej, wyglądaj lepiej".

Sztaby ludzi pracują nad tym, żeby ubrania jak najszybciej nam się nudziły. Zeszłoroczny zimowy płaszcz, choć wciąż w świetnym stanie i naprawdę ciepły, nie przyda ci się już do niczego - ma modny w zeszłym sezonie, trapezowy kształt a la lata sześćdziesiąte, podczas gdy w tym roku wybiegi i witryny sklepów zdominowały hippisowskie kożuszki. Na swoje luźne kozaki nie możesz już patrzeć - tej jesieni z każdej strony atakują nas rock'n'rollowe botki z okuciami i klamrami. Nie wyobrażasz sobie rozpoczęcia lata bez przynajmniej kilku nowych sukienek, a wakacje w starym stroju kąpielowym wydają ci się jakby mniej ekscytujące.

Brzmi znajomo? Dla mnie niestety tak... Po lekturze książki Joasi powoli zmieniłam swoje podejście do mody i zakupów. Zaczęłam kupować mniej i lepiej, bo tylko te rzeczy, które naprawdę są mi potrzebne i pasują do reszty mojej garderoby. Oczywiście zdarzają mi się chwilowe zachłyśnięcia rzeczami, które tak wiele kolorowych magazynów i vlogerek poleca, a sprzedawca - ten bezlitosny kusiciel - namawia. Zawsze wtedy zadaję sobie trzy pytanie: Czy na pewno będę się w takiej rzeczy dobrze czuła? Czy mam ją z czym połączyć? Czy będę mogła w niej często chodzić? 

Zazwyczaj gdy moja potrzeba to tylko kaprys od razu czuję, że coś jest nie tak, jednak szczere odpowiedzi na takie pytania utwierdzają mnie w mojej decyzji. Pomaga mi też odkładanie zakupu na za 3-4 dni, podczas których wymyślam zestawy z nową rzeczą. Bardzo przydaje się w tym aplikacja Clotify, gdzie umieściłam zdjęcia wszystkich swoich ubrań, butów, torebek i innych dodatków. Gdy czegoś nie jestem pewna układam stylizacje z nową rzeczą. Słaba łączliwość upragnionego, nowego nabytku działa na mnie jak zimny prysznic i od razu odechciewa mi się zakupów.






Żeby wyzwolić się z kieratu szybkiej mody, wszechobecnego krzyku "KUPUJ!!!" musimy sobie zdać sprawę z tego, że nie jesteśmy gwiazdami z Hollywood i nie musimy występować za każdym razem w innej kreacji. Możemy sobie pozwolić na luksus wyjścia kilka razy pod rząd w tym samym zestawie czy posiadania tylko jednej pary okularów przeciwsłonecznych.

Kiedy byłam nastolatką zawsze zastanawiałam się jak aktorki czy piosenkarki mogą mieć całe kolekcje butów i za każdym razem zakładać inne; przecież buty trzeba rozchodzić - czyżby ich stopy były inne? Kiedy na studiach zaczęłam dużo kupować, również drogich rzeczy zrozumiałam, że coś za coś - ilość w zamian za komfort. Teraz myślę, że lepiej mieć kilka wygodnych i pasujących do wszystkiego butów, które się uwielbia, niż całą kolekcję, na którą miło się patrzy i... No właśnie - tylko się patrzy, bo chodzenie to katusze. 





Nie ma nic gorszego niż kupowanie czegoś bo ktoś znany to ma, bo ma koleżanka, bo chwali popularna vlogerka, bo poleca sprzedawca... STOP! Czy to jest mi naprawdę potrzebne? Czy przypadkiem nie miałam kupić czegoś innego? Czy w tej rzeczy to jestem ja? 

Mądre kupowanie = mądre planowanie. Przed każdym sezonem robię porządek w szafie, mierzę ubrania, komponuję zestawy. Spisuję rzeczy, których mi brakuje. Ale o tym dokładniej w kolejnym poście ;-)

A dziś jako ilustracja tego wpisu i filozofii slow fashion zdjęcia z weekendu - moja ulubiona parka, którą pokazywałam już TUTAJ, wszechobecne buty (np. TUTAJ, TUTAJ czy TUTAJ), stale pojawiające się zegarek, okulary i torebka O bag. Nowością są uniwersalne jeansy z dziurą, którymi na pewno będę Was prześladować w wielu kolejnych postach i równie uniwersalna bluzka w marynarskie paski. 

Całość jak najbardziej stosowna do okazji i po prostu moja :-)




Kurtka - Mohito
Bluzka - Lee (Zalando)
Jeansy - Reserved
Zegarek - Michael Kors
Okulary - Ralph Lauren
Torebka - O bag mini avorio
Buty - Ryłko

*Zdjęcia wykonał Krzak



10 komentarzy:

  1. pięknie wyglądasz :) niestety pogoń za trendami jest wręcz "chorobą" w naszych czasach ;) warto to leczyć :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie napisane, choć muszę przyznać że niestety jestem typem osoby, której szafy pękają w szwach...

    nouw.com/roksanaryszkiewicz

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie mam ani jednej rzeczy w paski, koniecznie musze to nadrobić. Mądre kupowanie to też moja dewiza, mniej znaczy więcej! Adriana Style

    OdpowiedzUsuń
  4. Noooo to był taki głupi wiek, chyba każda z nas przez to przechodziła - nie ważne, czy dobrze w danej rzeczy wyglądamy, czy nie i tak kupilysmy, bo modne :P hehehe
    Teraz na szczęście dziewczyny mądrzeją i starają się interpretować modę po swojemu :)

    Świetna torebka i kurtka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten wpis jest taaaki długi, ale przeczytałam mimo zmęczenia :) uwielbiam Twoje wpisy :)też zmierzam w kierunku slow fashion... Miłego wieczoru. Jestem tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przydałaby mi się taka duża torba ;)
    Zapraszam na prawdziwą, współczesną historię Romea i Julii, link do pierwszego wpisu https://polaczeniprzeznaczeniem.blogspot.com/2017/09/ola-zanim-wszystko-sie-zaczeo.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam dokładnie jak Ty. Z jednej strony chciałam być indywidualną jednostką, z drugiej wbić się w ten pęd. Obecnie nosze to, co lubię. Jak jst trndy to ok, nie to nie interesuje mnie to;p Podoba mi się ta duża torba!
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2017 Szafa Angeli