2/06/2018

Walentynkowa stylizacja



Jedni Walentynki kochają, inni nienawidzą, bo komercja i okazywanie uczuć tylko raz do roku. Dzień Matki, Ojca, Babci i Dziadka również są raz w roku, a jednak nigdy nie słyszałam, by ktoś bojkotował te święta i formułował podobne zarzuty, co w przypadku Dnia Świętego Walentego. Każde święto ma na celu uhonorowanie danej osoby czy wydarzenia, a nie ograniczenie swoich uczuć jedynie do tego dnia. Sposób obchodów poszczególnych świąt również zależy tylko od nas i wcale nie musimy zbyt mocno przejmować się jego konsumpcyjną stroną.

Przyjęło się też uważać, że Walentynki są świętem wyłącznie zakochanych. Tymczasem tradycja tego święta jest dużo rozleglejsza. Choć św. Walenty jest patronem zakochanych, to we wcześniejszych wiekach nie tylko oni obchodzili jego dzień. Walentynki były okazją do drobnych figli (np. anonimowa kartka walentynkowa wysłana do nauczycielki, czy koleżanki) i okazywania uczuć swoim rodzinom, poprzez obdarowywanie ich drobnymi upominkami. 

Osobiście lubię to święto, bo okazji do wyrażenia swoich uczuć naszym najbliższym nigdy nie może być dosyć :-) A poza tym, czyż święta nie są miłym urozmaiceniem w codziennym życiu? Drobne podarunki, wspólne wyjście do kawiarni, czy kina - to wszystko miłe gesty i przeżycia, dzięki którym budujemy nasze wzajemne relacje i czujemy się szczęśliwi. 




Równo za tydzień będą Walentynki, więc postanowiłam pokazać mój look na ten dzień. Choć to święto kojarzy się z serduszkami i czerwienią, w tym roku postawiłam na czarną sukienkę w kwiaty o nasyconych barwach, rodem z tajemniczego ogrodu. Do tego dobrałam zamszowe muszkieterki i torebkę o neutralnym kolorze taupe. 


  


Sukienka jest tak strojna (nasycony kwiatowy wzór, krawatka, przedłużany tył), że zbędne są już dodatkowe ozdoby. Bardzo lubię takie proste, a efektowne stylizacje, które nie wymagają długiego stania przed lustrem. Podoba mi się też to, że wystarczy narzucić płaszcz i mogę naprędce wybiec z domu, bez obawy, że będzie mi niewygodnie, zimno, i że będę zbyt wystrojona.

W pewnym momencie trafiłam na Śniadanie u Tiffany'ego. Widziałam ten film już wcześniej, ale tym razem zwróciłam uwagę na coś więcej niż fabuła i to, jak wygląda Holly Golightly. W jednej z moich ulubionych scen, kiedy Holly po raz pierwszy spotyka Paula Varjaka, wie, że jest już spóźniona, i w pośpiechu próbuje się wyszykować. Nie zastawania się nad tym, jaki strój wybrać, bo nie ma na to czasu. Wkłada czarną sukienkę przed kolano, czarne pantofle w szpic, narzuca na siebie trencz i chwyta przeciwsłoneczne okulary. Sekundę później wybiega z domu i wygląda jak milion dolarów.  
Katarzyna Tusk, Elementarz stylu, s. 14




Całość dopełniają paznokcie w kolorze Sleeping Beauty 130 marki Semilac.




Sukienka - Orsay (TUTAJ; mam rozmiar 38)
Torebka - Ralph Lauren Gabbi
Buty - CCC
Paznokcie - Semilac 130 Sleeping Beauty (TUTAJ)

*Zdjęcia wykonał Krzak



Copyright © 2017 Szafa Angeli