6/24/2018

Wyzwanie sukienka na co dzień



Witajcie :) Zaczyna się pierwszy tydzień lata, a wraz z nim nowy cykl na moim blogu. "Wyzwanie sukienka na co dzień" to projekt, do którego realizacji zainspirowała mnie książka Katarzyny Bujniewicz W pogoni za stylem oraz własne, letnie skłonności. 

Ale od początku. Wiele razy w swoich wpisach, jak mantrę powtarzałam zdanie, że w lecie duszę się w spodniach, z szortami słabo się dogaduję i nie mogę żyć bez sukienek. Niedawno więc pomyślałam, że skoro przez najbliższe dwa miesiące i tak będę nosiła głównie sukienki, dobrze by było spożytkować to na jakiś ciekawy cykl, zamiast chaotycznie wrzucać kolejne stylizacje. Myśl ta nabrała kształtu po lekturze książki K. Bujniewicz. 




Przyznaję, że nie jest to najlepsza książka o poszukiwaniu stylu, jaką w życiu przeczytałam i nawet początkowo mi się nie podobała. Zdała mi się nieco chaotyczna. Autorka jest stylistką i coachem jednocześnie, przez co chwilami może się wydawać, że sama nie wie czy bardziej ma być to książka z kategorii modowej, czy psychologicznej. 

Nie podobała mi się też jednostronność autorki i naciąganie faktów pod swoją ideologię (np. zdjęcia spodni na sylwetkach, mające udowodnić, jak niekorzystnie wyglądają na kobietach. Pomijając już fakt, że na jednym zdjęciu jest spódniczka, zamiast spodni, to ja bym powiedziała, że te zdjęcia pokazują raczej, że źle dobrany rozmiar i fason spodni może zrobić kobietom wielką krzywdę, a nie, że wcale nie należy nosić spodni jako takich. Zresztą oceńcie same - s. 42).

Na pewno nie jest to książka dla początkujących, którzy jeszcze nie odnaleźli swojego stylu, tego co współgra z ich ciałem i osobowością (chyba, że chcą swoje modowe horyzonty na dzień dobry ograniczyć wyłącznie do sukienek), ale dla bardziej zaawansowanych jak najbardziej. W książce jest wiele mądrych rad i myśli, które zapewne wiele z nas przeczuwa intuicyjnie. 

Przede wszystkim podoba mi się walka autorki o to by kobiety celebrowały swoją kobiecość. Bo prawda jest taka, że z różnych powodów kobiety zapominają o sobie i o tym, że bycie kobietą jest cudowne.

To jest coś niesamowitego, ten czas poświęcony tylko dla siebie, czas na na dopieszczenie kobiecości, która tkwi uśpiona w Twoim ciele i czasem puka nieśmiało do Twojej świadomości, że może już czas najwyższy wyjść z cienia. Że może czas najwyższy pokazać światu, że lubisz siebie. 
K. Bujniewicz, W pogoni za stylem, s. 46




Typowo kobiecy ubiór to sukienka, która od zarania dziejów towarzyszy kobietom i jest z nami utożsamiana. Obecnie częściej nosimy spodnie niż sukienki, przez co może się wydawać, że sukienki są niewygodne i przeznaczone tylko na specjalne okazje. Nic bardziej mylnego. Gdy cztery lata temu przestałam się ubierać retro i wróciłam do współczesności, nie mogłam przyzwyczaić się do spodni. Przez kilka lat chodziłam jedynie w sukienkach i spodnie wydawały mi się czymś niesłychanie krępującym. Najgorsze były dla mnie jeansy, których przez długi czas unikałam. Oczywiście stopniowo przywykłam do spodni, ale do tej pory uważam, że nie ma nic wygodniejszego od dobrze dobranej, zwiewnej sukienki. 

Wprost uwielbiam sukienki. Z sukienką można ciągle kombinować i zmieniać jej wygląd - zmieniając tylko dodatki. To niedoceniona forma, która świetnie wygląda na absolutnie każdej z nas. Tylko koniecznie w odpowiednim dla Ciebie fasonie.
K. Bujniewicz, W pogoni za stylem, s. 42



Sukienka to naprawdę jedna z niewielu rzeczy dla absolutnie każdej z nas. Trzeba tylko znaleźć odpowiedni fason, kolor i dodatki, które sprawią, że będzie pasować do naszej osobowości i stylu życia. 

Na przykład ja na co dzień cenię sobie wygodę i wybieram takie sukienki, które pasują albo do trampek, albo do balerinek. Sukienki z trampkami noszę gdy chcę nadać swojemu wizerunkowi nieco nonszalancji, zadziorności i siły. Baleriny łączę ze zwiewnymi sukienkami, w których kobiecość jest bardziej dziewczęca, niewinna i romantyczna.

Jesienią i zimą natomiast, zawsze łączę sukienki z zamszowymi kozakami za kolano na słupkowym obcasie. To bardzo proste, wygodne i kobiece połączenie, które zawsze się u mnie sprawdza. 






Kocham sukienki za to, że są tak proste w obsłudze. Wkładając sukienkę nie trzeba myśleć jaki dół, jaka góra, czy wszystko razem dobrze wygląda i nie przecina sylwetki na pół. Niektóre sukienki są nawet tak uniwersalne, że można je nosić cały rok. Np. sukienkę ze zdjęć pokazywałam Wam już wcześniej TUTAJ, w wersji na jesień.

Lubię ładnie wyglądać, ale nie znoszę poświęcać na to zbyt dużo uwagi. Postanowiłam, że najwygodniejsze będą sukienki, ponieważ nie będę kombinować, co założę i z czym to zestawię. 
K. Bujniewicz, W pogoni za stylem, s. 41







Uwielbiam sukienki i nie mam problemu z ich noszeniem, zwłaszcza latem, gdy nogi, aż proszą się o odrobinę swobody i powietrza. Tym bardziej spodobało mi się zadanie autorki - "Wyzwanie 14-dniowe bez spodni/spodenek/leginsów"




Wyzwanie polega zatem na tym, by przez 14 dni nosić sukienki (ewentualnie również spódnice), a unikać wszelkich rodzajów i odmian spodni. Dla dyscypliny dobrze wyznaczyć sobie datę początkową i końcową wyzwania. Po upływie tego okresu należy podsumować swoje odczucia podczas trwania eksperymentu oraz reakcje otoczenia. 

Wyzwanie, z małymi zmianami, wprowadzonymi pod kątem bloga, postanowiłam wcielić w życie. Ubierać się w sukienki mogę codziennie, ale robić ładnych, plenerowych zdjęć już nie, dlatego postanowiłam zamieszczać moje posty dwa razy w tygodniu w poniedziałki i czwartki. Na moim blogu brakuje systematyczności w publikowaniu postów, więc i pod tym względem sukienkowe wyzwanie będzie mi pomocne. Początek wyzwania wyznaczyłam sobie na dzisiaj, czyli 25-ty czerwca, a koniec na 9-go sierpnia.

A więc do dzieła - zaczynamy! Pierwsza sukienka codzienna, którą wybrałam do publikacji na blogu mam w swojej szafie dwa lata i upolowałam kiedyś w Orsay. Teraz rzadko tam zaglądam, bo swego czasu tyle tam kupowałam, że niemal wszystko co teraz się tam pojawia wydaje mi się powtarzalne. Wchodzę czasem do ich sklepu internetowego (zawsze z tyłu głowy coś mi szepce - "a nuż coś się trafi"), ale widzę, że obecnie skupiają się bardziej na sukienkach okazjonalnych, w mniejszym stopniu na codziennych i z polotem. W każdym razie ta sukienka jest bardzo ładna i dobrze podkreśla kobiece atuty. Ma długi rękawek na gumce, dzięki czemu można go podwinąć i odcięcie pod biustem. Dekolt jest głęboki, ale tak dobrze skrojony, że nie ma obawy, że coś wypadnie, nawet przy pochylaniu się. 

Sukienka ma kolor, który określiłabym mianem taupe z deseniem w kolorowe motylki. Deseń ten bardzo przypomina mi jedną z sukni, którą miała na sobie Beata Tyszkiewicz, odgrywająca rolę Pani Hańskiej w przepięknym filmie Wielka miłość Balzaka. Sukienka świetnie koresponduje zarówno z kolorowymi, jesiennymi liśćmi - TUTAJ , jak i polnymi kwiatami.   

Do sukienki dorzuciłam wygodne, cieliste balerinki, torebkę w kolorze brudnego róży, trochę delikatnej biżuterii i gotowe - ot, szybka, a urocza i kobieca stylizacja :) 











Czternaście postów i czternaście sukienek na co dzień. Mam nadzieję, że podołam wyzwaniu i prócz pokazywania ładnych oraz praktycznych stylizacji uda mi się robić zdjęcia na ciekawym, cieszącym oko tle. A może też się zainspirujecie i założycie sukienkę, jeśli rzadko się to Wam zdarza?



*Foto - Krzak



Copyright © 2017 Szafa Angeli