Płaszcz swetrowy i biały półgolf w jesiennej stylizacji

9/22/2017

Płaszcz swetrowy i biały półgolf w jesiennej stylizacji



Dziś krótki wpis z jedną z moich ulubionych jesiennych stylizacji. Nie jestem fanką długich kardiganów; wolę od nich płaszcze i marynarki. Jednak zeszłej jesieni znalazłam coś pośredniego między kardiganem, a płaszczem - płaszcz swetrowy. Ma ciekawą fakturę swetra i funkcjonalność płaszcza. W zależności od pogody mogę ubrać pod niego t-shirt, koszulę lub ciepły sweterek. 





W tej stylizacji połączyłam go z białym półgolfem, którego długo szukałam. Idealnie zastępuje białą koszulę w chłodniejsze dni. Do tego czarne, bazowe jeansy, wygodne białe buty o sportowym charakterze i listonoszka. 

Bardzo lubię grać kolorami, nawet tymi stonowanymi i bazowymi. Kiedy już zdałam sobie sprawę z tego w jakich ubraniach czuję się dobrze zauważyłam też, że nie przepadam za monochromatycznymi, ciemnymi zestawami. Choć na innych podobają mi się takie stylizacje, sama czuję się w nich nieswojo. To samo tyczy się pastelowych kolorów zestawianych z czernią, ale o tym innym razem ;-)






Płaszcz - Orsay
Golf - Reserved
Jeansy - Reserved
Buty - Ryłko
Listonoszka, zegarek i bransoletka - MK

*Zdjęcia wykonał Krzak


Płaszcz w kratę w stylizacji oraz o feminizacji męskich ubrań

9/20/2017

Płaszcz w kratę w stylizacji oraz o feminizacji męskich ubrań



Kilka lat temu w telewizyjnym wywiadzie pewna aktorka teatralna stwierdziła, że ulubioną postacią, którą zagrała była bohaterka sztuki rozgrywającej się w latach 20-stych XX w. Wybór ten nie był spowodowany rysem dramatycznym odgrywanej postaci, ale specyfiką kobiecych ubiorów z tamtego okresu. Aktorka twierdziła, że stroje, w których przyszło jej występować były niezwykle kobiece. Do tego stopnia zdziwiło mnie to stwierdzenie, że zapadło w pamięć, choć nie przypominam sobie, która aktorka była bohaterką programu i jak zatytułowana była sztuka. Damskie stroje z okresu międzywojennego zawsze wydawały mi się mało kobiece (np. obniżona talia sukienek, ukrywająca wcięcie w talii), co podkreślały jeszcze krótkie, często niemal męskie fryzury. I gdzie tu kobiecość? – zastanawiałam się po wyłączeniu odbiornika telewizyjnego. 

 Nowe tendencje w ubiorze zaczęły się od walki kobiet o równouprawnienie. Styl ubioru i zachowania, którym nowoczesne emancypantki chciały się odróżnić, z czasem stał się powszechnie powielanym wizerunkiem kobiety modnej i nowoczesnej, który zamiast odstręczać mężczyzn, zaczął ich przyciągać swoją innością i swobodą. Nie wszystko jednak zostało stracone – powojenne buntowniczki po części osiągnęły to czego chciały. Dzięki większej „wolności publicznej” i prostym, wygodnym ubraniom, które stały się ogólnie przyjęte, kobiety mogły wreszcie zacząć pracować i jak nigdy wcześniej decydować o sobie.






    Do takiego stanu rzeczy zapewne bardzo mocno przyczyniła się też lansująca styl chłopczycy francuska projektantka Coco Chanel.


Mistrzowskim posunięciem Chanel była feminizacja męskich strojów i dołączenie do nich elementów zupełnie nieprzystających do wczesno dwudziestowiecznych standardów elegancji. Pomysł, że kobiece ubrania mogą być i szykowne, i wygodne, był niesłychany. Gdy pojawiła się Chanel, kobiety po raz pierwszy mogły zarówno przechadzać się w swoich strojach po ulicach, jak i wskoczyć na rower lub swobodnie wsiąść do samochodu – robić rzeczy, które mężczyźni robili już od dawna. 
K. Karbo, Księga stylu Coco Chanel, s. 110

Wygląd nowoczesnej emancypantki zaczął być pożądany jak nigdy dotąd. Paradoksalnie to, co miało być zaprzeczeniem kobiecości, stało się jej ideałem. Równocześnie zmianie uległo życie kobiet, a ich potrzeby i prawa zaczęto w większym stopniu dostrzegać i respektować. Mówi się niekiedy – „Jaka muzyka, takie czasy”;
w tym przypadku można powiedzieć – „Jakie ubrania, takie czasy”. Chanel uważała, że moda, która nie wychodzi na ulicę nie jest modą, co było szczególnie istotne w czasach kiedy kobiety dusiły się w gorsetach, a liczne i sute falbany, żaboty oraz baskinki upodabniały je do mebli salonowych. Zresztą rola pragnących podążać za modą kobiet, tak jak bogato inkrustowanych mebli, siłą rzeczy i grawitacji sprowadzała się przede wszystkim do roli ozdobnej, z częstymi migrenami i zasłabnięciami spowodowanymi schorzeniami powstałymi na skutek długoletniego ściskania się gorsetem. Zaś kobiety, które nie miały majątku i musiały pracować nie mogły być na co dzień modne.

Francuska projektantka i feministki dążyły do zmiany takiego podejścia do damskiego ubioru, a co za tym idzie, również życia. Modny strój nie powinien niewolić i męczyć, lecz być wygodny i praktyczny; podkreślać atuty, jak też tuszować mankamenty; słowem winien stanowić wizytówkę kobiety, przemawiając do otoczenia, nim przemówi sama jego właścicielka.






    Tyle o początkach naszego współczesnego, zdemokratyzowanego wyglądu. Wiele rzeczy zawdzięczamy męskiej szafie (np. spodnie, trencz, marynarkę, koszulę)i bez przeszkód możemy z nich korzystać, miksując z elementami kobiecymi, jak buty na obcasie, biżuteria, torebka czy żabot na bluzce/koszuli. Takie "łączone" stylizacje wydają mi się znacznie ciekawsze od ściśle kobiecych.

Mam tendencję do ubierania się w bardzo kobiece stroje, często nawet nieświadomie.Zauważyłam jednak, że tracę wewnętrzną równowagę, kiedy jestem tak ubrana od stóp do głów. Mimo że podziwiam piękno ozdobnych plis i żabotów, to nie czuję się sobą, jeśli nie zrównoważę ich jakimś kontrastującym elementem. Wtedy albo dopasowuję do stroju męskie dodatki, albo pozbywam się nadmiaru kobiecości ze swojego looku. 
Rachel Roy, "Zaprojektuj swój styl"




    Kiedy zaczęłam szukać swojego stylu złapałam się na tym, że uwielbiam wizerunki silnych, nieco męskich kobiet, jak Marlena Dietrich czy niektóre bohaterki filmów Hitchcocka. Takie kobiety, takie bohaterki zawsze mnie do siebie przyciągały. Podziwiałam ich siłę, która nie przyćmiewa kobiecości, a wręcz przeciwnie - jeszcze bardziej ją uwypukla i podkreśla.

    Obcisła mini i szpilki to strój nie dla mnie. Kobieta często staje się w nim "obiektem", a ja chcę być na równi. Nie chodzi też o to, by przebrać się za mężczyznę. Jestem dumna, że jestem kobietą; cieszę się z tego, że swoją kobiecą siłę mogę wyrażać strojem, że mogę feminizować męskie ubrania, które z kolei dodają mi pewności siebie i mocy.  

    Moja dzisiejsza stylizacja w pełni oddaje mój styl, moją filozofię. Kraciasty płaszcz o męskim fasonie, jak gdyby zapożyczony od dżentelmena, zestawiłam z kobiecą koszulą z żabotem; do tego szare jeansy i wygodne botki na słupku. W tej stylizacji czuję się silna i kobieca zarazem.  




Płaszcz - Mohito 
Koszula - Orsay
Spodnie - F&F
Botki - CCC
Zegarek - Michael Kors
Torebka - Michael Kors


*Zdjęcia wykonał Krzak


Marynarka w kratę w stylizacji oraz o tym jak nie być ofiarą mody

9/17/2017

Marynarka w kratę w stylizacji oraz o tym jak nie być ofiarą mody



Nie ubieram się dla faceta, dla najlepszej przyjaciółki, żeby się upodobnić do swojej idolki, żeby poczuć się wyjątkowo, ani nawet dla samej siebie: ubieram się, żeby próbować wyglądać modnie. 

Kupuję tanie wersje wszystkiego, co pojawia się na wybiegu, w ogóle nie biorąc pod uwagę samej siebie. Noszę rzeczy, które do mnie nie pasują, tylko dlatego, że są modne. (...) Wiem, że to nie dla mnie, ale nie mam pojęcia, co z tym fantem zrobić.

Uczę się, że nie jestem odporna na trendy i że bycie ofiarą mody to w gruncie rzeczy bycie ofiarą. No tak. Uczę się tego i to naprawdę cenna lekcja. 

Powyższy ustęp pochodzi z często przeze mnie przytaczanej książki Garance Dore "Love, Style, Life". Choć autorki nie znałam wcześniej i nigdy nie odwiedziłam jej bloga, a wskazówki dotyczące poszukiwania własnego stylu zajmują znikomą część książki, to są dla mnie tak dobrze ujęte, że nie żałuję zakupu. Wiele jej spostrzeżeń i doświadczeń jest także moimi. Np. do niedawna bardzo przejmowałam się trendami; nie muszę dodawać, że nie raz zdarzyło mi się kupić coś zupełnie do mnie niepasującego, tylko dlatego, że było modne. 




Od pewnego czasu moje podejście powoli zaczęło ulegać zmianie, do której skłoniła mnie pękająca w szwach szafa i odwieczne "nie mam się w co ubrać". W końcu potraktowałam ten problem poważnie i zrobiłam SZCZERY rachunek sumienia. Przyznałam się do tego, że kupuję bez składu i ładu, a listę potrzebnych rzeczy komponuję nie na podstawie własnych upodobań i potrzeb, tylko wedle tego, co spodoba mi się na kimś innym, a potem źle się czuję w tych rzeczach, bo tak naprawdę to nie mój styl, tylko chwilowe zauroczenie stylem kogoś innego.





Własny styl daje ci moc komunikowania się bez słów, przemienia cię w wymagającą klientkę, redaktor naczelną twojej szafy. 
Garance Dore, "Love, Style, Life"

Kiedy niedawno wreszcie wsłuchałam się w samą siebie i odkryłam swój prawdziwy styl, naprawdę bezlitośnie podeszłam do porządkowania zawartości swojej szafy. Wyrzuciłam wszystko co do mnie nie pasuje, choć chwilami nie było łatwo. Kiedy "odgruzowałam się" na dobre, poczułam niesamowitą ulgę. W końcu wiedziałam czego chcę i na czym stoję. 

W sklepach nie zatrzymywałam się już przy kolejnej pięknej, koktajlowej sukience, która choć efektowna, nie odzwierciedla tego kim jestem. Nie zastanawiałam się nad kolejnymi butami, których nie potrzebuję, ani nad jeszcze jedną torebką do kolekcji. Za to kupiłam pięć bazowych ubrań i jeden dodatek, świetnie wpisujących się w mój styl: marynarkę w tzw. kratę Księcia Walii (jedynie ona jest efektowna sama w sobie), którą dziś pokazuję, niebieskie jeansy z efektem destroyed, czarne klasyczne jeansy, biały basikowy półgolf, szary, melanżowy golf oraz szaro-pudrowy szal.  





Robiąc listę zakupów, a potem szperając po sklepach w poszukiwaniu brakujących w mojej garderobie rzeczy, nie sugerowałam się trendami. Wybierałam ubrania nie dlatego, że są w trendach, nie dla tego, że ładnie wyglądały w stylizacji z Pinteresta, nie po to by zaimponować otoczeniu, ale dlatego, że są POTRZEBNE i MOJE. 

Wiem, kim jestem, czego chcę, a czego nie. Uczę się odmawiać. Mówię nie chwilowym modom, tanim kopiom, rzeczom, w których kiepsko wyglądam. 
Garance Dore, "Love, Style, Life"

Po raz pierwszy od wielu lat czuję, że niczego nie potrzebuję już dokupywać na nadchodzący sezon. Po raz pierwszy czuję się prawdziwie wolna. Po raz pierwszy czuję, że mogę przestać myśleć o modzie.

Idealnie skomponowana garderoba może Cię wyzwolić. Będziesz potrzebowała mniej i kupowała lepiej. To mój stylowy niezbędnik, moje wieczne klasyki, w oparciu o które co sezon tworzę coś nowego. Ułatwiają pracę, imprezowanie i podróże. Definiują mój styl (…)

Garance Dore, „Love, style, life”





Znajomość własnego stylu oznacza, że to, co Francuzka kocha dziś, będzie kochała już zawsze. Oznacza także, że kiedy już go pozna, może przestać myśleć o modzie. Bo moda przemija. Ale styl... Stylowi zdecydowanie mówimy tak - zawsze.
Garance Dore, "Love, Style, Life"




Marynarka - Mohito
Bluzka - Reserved
Jeansy - F&F
Buty - Ryłko
Torebka - Furla Metropolis
Wisior - Artelioni
Zegarek - Michael Kors

*Zdjęcia wykonał Krzak


KOMBINEZON FLORAL W STYLIZACJI I SŁÓW KILKA O TYM, ŻE W MODZIE MOŻNA WSZYSTKO

9/12/2017

KOMBINEZON FLORAL W STYLIZACJI I SŁÓW KILKA O TYM, ŻE W MODZIE MOŻNA WSZYSTKO



Kiedy byłam nastolatką, zauważyłam u siebie coś niepokojącego - biodra. Bardzo intensywnie wówczas się odchudzałam, a w zasadzie głodowałam. A tu nagle takie biodrzyska, wyraźnie szersze, choć kościste. Góra ciała była ok - bardzo drobna, ale ten dół... Próbowałam go zmniejszyć ćwiczeniami i dietą, ale tylko coraz bardziej wychodziły mi kości, a biodrzyska wciąż były szerokie. 

Po pewnym czasie stwierdziłam, że skoro jestem tak chuda, że już bardziej być nie mogę, to wszystko musi być idealne, choć pozornie nie jest. No i zaczęłam na siłę wpychać się do wąskich sukienek typu princeska, szytych z jednego kawałka, bez odcięcia; nosiłam też biodrówki w komplecie z krótkimi bluzkami i modne wówczas spódnice obciskające biodra. Po jakimś czasie, oglądając swoje zdjęcia stwierdziłam, że wyglądam po prostu koszmarnie, a moje ubrania dodają mi kilogramów. 

Niestety nie od razu zrezygnowałam z niepasujących mi fasonów; jestem bardzo uparta z natury, a w dodatku w tamtym czasie, gdy mi się coś spodobało na kimś musiałam to mieć, choć na mnie nie wyglądało już tak rewelacyjnie. 





Oczywiście z czasem, powoli zrezygnowałam z nietwarzowych fasonów, poznałam i zaakceptowałam moją figurę długonogiej gruszki. Zaczęłam czytać poradniki i wystrzegać się niepasujących mi ubrań. 

Oczywiście pokusy dalej były; np. bardzo długi czas marzyły mi się spodnie w kwiaty. Wiedziałam, że nieuchronnie poszerzą dół mojej sylwetki, ale myślałam, że może akurat znajdę jakieś wyjątkowe, które takiej krzywdy mi nie wyrządzą... Mierzyłam, szukałam, ale takich cudownych spodni w kwiaty nie znalazłam. A obrazek Brigitte Bardot paradującej beztrosko w kwiecistych cygaretkach (na dodatek połączonych z balerinkami)wciąż śnił mi się po nocach...

Ale co zrobić - spodnie w kwiaty do mnie nie pasują i koniec. Nic się nie da z tym zrobić, w czym utwierdzały mnie wszelakie modowe poradniki. "Na górze możesz szaleć do woli, ale dół musi być spokojny" - no tak, wzory na nogach odpadają...






I właśnie wtedy, gdy dałam sobie spokój z takim typem spodni, zaświtała mi pewna myśl - "przecież w sukienkach w kwiaty wyglądam dobrze, a w nich też dużo dzieje się u dołu. Może by tak kupić kombinezon w kwiaty? Taki z dopasowaną górą i nieco szerszymi nogawkami. To może się sprawdzić". Jak pomyślałam, tak zrobiłam, a efekt możecie zobaczyć na zdjęciach. 





Morał wynikający z powyższych wynurzeń jest taki: w modzie można wszystko, tylko trzeba to dostosowywać do siebie. Nie służą mi spodnie w kwiaty? Ok, mogę ubrać kombinezon, a efekt będzie podobny. I tak jest niemal ze wszystkim. Każda z nas może znaleźć idealną sukienkę maxi, idealną marynarkę itp. Czasem trzeba dać sobie więcej czasu, ale gdy się szuka, to się znajdzie. 

Poradniki sylwetkowe są bardzo przydatne, zwłaszcza na początku modowej drogi, ale nigdy nie pokażą nam wszystkich możliwości. Warto z nich korzystać, ale nie można zupełnie wyłączać samodzielnego myślenia. Warto szukać i mierzyć, eksperymentować w sklepowej przymierzalni. Wiele rzeczy, które wymienia się jako nieodpowiednie dla mojego typu figury przerobiłam tak, że wyglądają świetnie.

Na wszystko znajdzie się sposób, tylko trzeba szukać ;-) 




Kombinezon - Wallis (Zalando)
Naszyjnik - Artelioni
Zegarek - Michael Kors
Torebka - Furla Metropolis
Buty - Ryłko
Okulary - Ralph Lauren


*Zdjęcia wykonał Krzak


DZIANINOWA SUKIENKA W STYLIZACJI ORAZ KILKA SŁÓW O PROSTOCIE

9/10/2017

DZIANINOWA SUKIENKA W STYLIZACJI ORAZ KILKA SŁÓW O PROSTOCIE



W wielu poradnikach dotyczących budowania swojej garderoby i poszukiwania stylu pisze się o tym, że na początek trzeba się pozbyć wszystkich ubrań, które nie pasują do naszej figury, a także takich, które już nam się nie podobają czy nie pasują do tego jak chcemy wyglądać.

Choć oczywiście jest w tych radach wiele racji, to nie zawsze sprawdzają się w stu procentach. Jestem przykładem osoby, która jeszcze do niedawna potrafiła przepuścić miesięcznie spore pieniądze na ubrania. Mam ich tyle, że przy porządkach chwilami naprawdę nie wiem czy dana rzecz do mojego obecnego stylu nie pasuje, czy jednak da się ją jeszcze wykorzystać i dopasować.

Z biegiem czasu okazało się, że wiele rzeczy, które pierwotnie skazałam na banicję świetnie wpasowują się w mój obecny wizerunek, a ich ponowne włożenie do szafy cieszy tak jakby były dopiero co kupione.




Po paru takich triumfalnych powrotach zdałam sobie sprawę, że rzeczy, które z powrotem wkładam do szafy cechuje prostota. I nie chodzi mi wcale o proste jeansy, choć i takie miały swój powrót, czy klasyczną białą koszulę.

Każde ubranie, które nie wyróżnia się zbyt fikuśnym krojem, czy nietypowym deseniem, trudnym, niepasującym do reszty garderoby kolorem jest na swój sposób proste. Często takie rzeczy da się połączyć w więcej niż jeden rewelacyjny zestaw.





I tu mała dygresja – nie jestem przekonana do tzw. garderoby kapsułkowej. Przynajmniej w moim przypadku się to nie sprawdza. Nie zawsze da się stworzyć kilka rewelacyjnych zestawów z jednej rzeczy, a stylizacje typu 'może być' mnie nie satysfakcjonują.

Marilyn Monroe powiedziała kiedyś: Lubię nosić szałowe stroje albo w ogóle nic. Nic pomiędzy tym mnie nie zadawala. Mam tak samo, a poza tym nie lubię ograniczeń. Nie jestem osobą, którą można sobie w czymkolwiek podporządkować. Jestem freelancerem i wolnym duchem. Objawia się to też w codziennym ubieraniu się. Już sama myśl o tym, że muszę skomponować zestaw tylko z określonych dziesięciu czy czternastu rzeczy sprawia, że nie mam na nie ochoty i nie będę się dobrze czuła w takiej stylizacji, choćby wyglądała dobrze.







Zamiast capsule wardrobe wolę zasadę ‘kupuj mniej, noś więcej’. Od pewnego czasu, gdy kupuję jakąś nową rzecz zastanawiam się do ilu wystrzałowych zestawów mi posłuży. Jeśli do przynajmniej trzech, jest to strzał w dziesiątkę.





Wracając do moich starych rzeczy, od których ten wpis zaczęłam, to te z nich, które są dość proste, a kupione z myślą o klasycznych, eleganckich zestawach pasują teraz do stylu, który nazwałabym casualową lub sportową elegancją. Przykładem jest dzisiejsza stylizacja z melanżową, dzianinową sukienką o długości midi. Dawniej nosiłam ją z czarnymi szpilkami, szarą torebką i czarnym płaszczem. Jednak jej krój i kolor są tak uniwersalne i proste, że z łatwością dopasowałam do niej białe półbuty o sportowym charakterze, pudrową kurtkę i torebkę-kuferek. Całość jest nowoczesna, wygodna i w stu procentach oddająca mój obecny styl.






Tak więc warto kupować proste rzeczy, do których zawsze można wrócić, nawet gdy styl się zmieni ;-) 




Sukienka - Orsay
Kurtka - Orsay
Buty - Ryłko
Torebka - Furla Metropolis
Zegarek - Michael Kors
Kolczyki - Artelioni
Okulary - Ralph Lauren 

*Zdjęcia wykonał Krzak


Ubierz się w kolor - kobalt i biel

9/07/2017

Ubierz się w kolor - kobalt i biel



W latach dwutysięcznych po raz pierwszy w Polsce wyemitowano program brytyjskich stylistek, Trinny i Susannah - "Jak się nie ubierać". Pewnie wiele z Was pamięta te czasy i ekscytujące oczekiwanie na kolejny odcinek. 

Brytyjki próbowały wprowadzić do kobiecych szaf więcej koloru. Przekonywały, że w czerni wygląda się ciężko - pokazywały przychodniom dwa kwadraty; jeden czarny, drugi w kolorze i pytały, który z nich jest cięższy. 

Większość wskazywała na czarny kwadrat. Choć ten eksperyment należy traktować z przymrużeniem oka (jakby nie było czarna bryła to co innego niż kobieta w czerni), to jednak trzeba przyznać Trinny i Susannah, że ich cel był szczytny.

Wiele kobiet wciąż unika koloru, bo ciemne, jednolite zestawy komponuje się prościej i teoretycznie zawsze wygląda się ok.






Również ja w tamtych latach nie odnajdywałam się w kolorze. Pod wpływem telewizyjnych programów o stylizacji próbowałam je łączyć, ale nie bardzo mi to wtedy wychodziło. Pewne kolory bardzo źle grały z moją białą cerą, co mnie niecierpliwiło, więc wygodniej było mi z koloru w ogóle zrezygnować. W końcu doszło do tego, że tylko w czerni czułam się dobrze.

Przełom nastąpił, kiedy dziecko w szkole, w której uczyłam zapytało, czemu zawsze ubieram się tak ciemno. To dało mi do myślenia - skoro małe dziecko uznało, że coś jest nie tak, to coś w tym musi być. 

W wolnym czasie zaczęłam eksperymentować. Wkrótce odkryłam, że kolory to świetna sprawa, a ich łączenie nie jest wcale tak dużym problemem. 





Bawiąc się kolorem na początek warto trzymać się zasady nie łączenia w jednej stylizacji więcej niż trzech, czterech kolorów. Przykład możecie zobaczyć TUTAJ i TUTAJ

Dobrym rozwiązaniem jest też wybieranie jednego wyrazistego koloru i spokojnej reszty, która nie rywalizuje z głównym kolorem stylizacji, co obrazuje moje dzisiejsze zestawienie. Wyróżniającym się, mocnym kolorem jest w tym wypadku kobalt (spodnie, bluzka); reszta rzeczy (marynarka, buty, torebka, naszyjnik) jest w neutralnym, białym kolorze. Inny przykład tej zasady możecie zobaczyć TUTAJ.




Warto też poświęcić chwilę na zastanowieniu się jakim typem kolorystycznym jesteśmy. I nie chodzi mi wcale o ustalanie czy jesteśmy wiosną, latem, jesienią czy zimą. Jak przekonuje w swojej książce "Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!" Magdalena Koniak: 

do każdej osoby pasuje każdy kolor, trzeba tylko znaleźć odpowiedni odcień, intensywność i nasycenie. (...) Barwa może być bardziej lub mniej nasycona, ciepła lub zimna, jasna lub ciemna. Z pewnością co najmniej jeden odcień każdego koloru będzie właściwy dla Ciebie.

Każdy człowiek jest typem o chłodnym lub ciepłym odcieniu skóry. Co ważne, nie ma kategorii mieszanych. Gdy ustalisz, czy jesteś zimnym, czy ciepłym typem, będziesz wiedziała, po które odcienie danego koloru sięgać: zimne lub ciepłe. To jest najważniejsze, bo noszenie odzieży w nieodpowiednich odcieniach najczęściej sprawia, że wyglądamy niekorzystnie. 

O ile rozpoznanie czy jest się wiosną, latem, jesienią czy zimą nastręcza sporo kłopotów, to rozpoznanie czy jest się typem ciepłym, czy zimnym jest proste.

TYP CHŁODNY
- jasna lub bardzo jasna skóra o lekko różowym odcieniu
- kolor znamion zbliża się do szarości
- żyłki w okolicy dłoni mają niebieskawy odcień
- włosy są często jasne o lekko szarawym/mysim odcieniu

TYP CIEPŁY
- skóra może być jasna lub ciemna, przy czym wydaje się żółtawa
- kolor znamion zbliża się do brązu
- żyłki znajdujące się w okolicy dłoni mają zielony odcień
- włosy często mają złocisty lub czekoladowy odcień

Myślę, że każda z nas z łatwością określi, czy jest typem chłodnym czy ciepłym. Dalej już droga jest prosta: 

Gdy jesteś typem chłodnym, szukaj odcieni zimnych, czyli z domieszką koloru niebieskiego, a jeżeli ciepłym, odpowiednie dla Ciebie będą odcienie ciepłe, czyli z domieszką koloru żółtego. 

Jeżeli podoba Ci się dana rzecz, a nie jesteś pewna, jaki ma odcień, poszukaj w sklepie ubrań w tym samym kolorze. Przyłóż je do siebie i porównaj. Przekonasz się, które z nich mają cieplejszy, a które chłodniejszy odcień.




Oczywiście są to tylko ogólne wskazówki; myślę, że najważniejsze jest to, żeby samemu się do kolorów przekonać i nosić te, w których dobrze się czujemy. Bo gdy dobrze się w czymś czujemy, zazwyczaj odbija się to na zewnątrz i też świetnie wyglądamy.




Marynarka - Atmosphere
Bluzka - Mango
Spodnie - Orsay
Buty - Ryłko
Zegarek - MK
Torebka - O bag mini
Naszyjnik - Bijou Brigitte


*Zdjęcia wykonał Krzak


Copyright © 2017 Szafa Angeli